Rozdział piąty: Podróży ciąg dalszy: Bazylea

Z wcześniej wspomnianego lotniska Schiphol w Amsterdamie postanowiłem polecieć do pięknego miasta w Szwajcarii, leżącego tuż przy granicy z Francją i Niemcami- czyli do Bazylei. Nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać na miejscu, a nie chciałem wszystkiego sobie najpierw sprawdzać, jako że motywem przewodnim tego wypadu była improwizacja- wiedziałem dokąd jadę, ale nie wiedziałem co będę robił na miejscu.

IMG_6397
Bazylea, Luty 2015, Canon EOS 60D + Canon EF 24-105L f4 na 105mm, f5, 1/2500s, ISO200

Padło na Bazyleę w z kilku powodów: po pierwsze od dziecka chciałem pojechać do Szwajcarii, po drugie lot z Amsterdamu był nieprzyzwoicie tani, po trzecie miałem na Szwajcarię pomysł którego mi się niestety nie udało zrealizować.
Jeśli chodzi o samo miasto to miałem tylko jeden dzień na rozejrzenie się po nim, co zdecydowanie było błędem- dwa dni to minimum żeby docenić jego uroki. Kiedy meldowałem się w B&B przemiła gospodyni zapytała mnie czy przyjechałem na Fasnacht czyli tamtejszy karnawał- bardzo była zaskoczona moim pytaniem o to, co to takiego jest 🙂
Posiadając już tą podstawową wiedzę postanowiłem na miasto wybrać się wcześnie rano, nim jeszcze tłumy się pojawią, i przyznać muszę, że była to dobra decyzja jako iż więcej nie miałbym takiej okazji.

Bazylea, Luty 2015, Canon EOS 60D + Canon EF 24-105L f4

Nie mogłem wyjść ze zdumienia jak można organizować kilkudniową imprezę na mieście i jednocześnie utrzymać je czyste- tylko w głębokich zakamarkach widoczne były resztki konfetti, ulice jednakże były czystsze i bardziej ogarnięte niż w większości miast, które miałem okazję zobaczyć. No ale Szwajcarzy są dość charakterystycznym narodem, który perfekcjonizm, ład i porządek chyba me we krwi. Nie znając wcześniej żadnego Szwajcara, nie mając też żadnych informacji odnośnie tego jak ten karnawał wygląda, podejrzewałem że będzie to spokojna uliczna feta. I ku mojej radości bardzo się myliłem. Jeszcze przed południem siedziałem przed jedną z knajpek racząc sie grillowanym wurstem i piwem (jedyne słuszne połączenie), kiedy nagle ludzie zaczęli spływać ze wszystkich stron. I to co miałem okazję zobaczyć bardzo szeroki uśmiech na mojej twarzy wywołało.

Bazylea, Luty 2015, Canon EOS 60D + Canon EF 24-105L f4

Niesamowicie pozytywnie zaskoczony byłem dystansem do siebie i świata jaki cechował tych ludzi. Widząc niektóre z przebrań, plansz, symbolicznych tworów nieraz nie mogłem przestać się śmiać. Z drugiej strony to karykaturalne przedstawienie rzeczywistości było niesłychanie trafne. Niedawno była afera o jedną z takich karykatur, kiedy kobieca postać symbolizująca Polskę leży na kolanach pod butem Kaczyńskiego-  jaka to była awantura o obrazę! Tymczasem gdyby ci ludzie tak głośno krzyczący mieli okazję zobaczyć Fasnacht lub jakikolwiek niemiecki karnawał, które są tematycznie dość zbliżone, wtedy prawdopodobnie mogli by się z tego pośmiać mówiąc: To jest spoko, to ich forma ekspresji, oderwania się od codzienności, nabijania się ze wszystkich i z siebie. No ale dystans nie jest cechą wszystkich niestety i ludzie zawsze krzyczeć będą z byle powodu.

Bazylea, Luty 2015, Canon EOS 60D + Canon EF 24-105L f4

To tylko mała część tego co można było tam znaleźć i każdemu kto kiedykolwiek będzie miał okazję uczestniczyć w takim karnawale gorąco to polecam. Warto choćby dla grillowanych kiełbasek i piwa 😉

Miałem przyjemność porozmawiać z kilkoma przedstawicielami rdzennej ludności i przyznać muszę, że utwierdzili mnie w przekonaniu, iż to bardzo fajny naród jest, niemniej bardzo bezpośredni. Jedyne zaś osoby z którymi nie mogłem się porozumieć po angielsku to uśmiechnięta starsza para która z wnukiem podziwiała karnawałowe instalacje. Czy wnuk je podziwiał to ciężko powiedzieć bo miał prawo jeszcze nie wiedzieć o co w tym chodzi 🙂
A poniżej ów wnuk (starsi państwo nie mieli nic przeciwko robieniu zdjęć małemu, wręcz ich to cieszyło):

IMG_6358
Bazylea, Luty 2015, Canon EOS 60D + Canon EF 24-105L f4 na 105mm, f10, 1/40s, ISO200

Jeden dzień w Bazylei to zdecydowanie za mało, zwłaszcza w takim okresie, gdzie lawirowanie w tłumie stanowiło pokraczne połączenie break-dance’u i baletu. W ten oto sposób miasto to znajduje się na mojej liście ‚do powtórki’. Wyjeżdżając powiedziałem sobie, że jeszcze tam wrócę i choć może nie nastąpi to prędko to nastąpi na pewno.

Gdzie pojechałem dalej? O tym w kolejnym wpisie. Podpowiem tylko, że udałem się tam przesadnie punktualną szwajcarską koleją.

 

Reklamy

Autor

Piotr S

Just a guy taking pictures in more or less interesting places. // Fotopstrykacz pospolity z zamiłowaniem do odwiedzania miejsc bardziej lub mniej ciekawych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s