Rozdział czwarty: podróże małe i duże

Udało się z sukcesem przebrnąć przez okres ograniczonej przez terytorium różnorodności, więc czas na rok 2015, który był dość owocny jeśli chodzi o poszukiwanie ciekawych miejsc.
Kolejne wpisy będą trochę krótsze, ale dzięki temu bardziej ukierunkowane i mniej chaotyczne.

Pod koniec roku 2014 w głowie mojej pojawił się plan wybrania się do Amsterdamu- co prawda bardziej na imprezę niż na zwiedzanie, ale był to jakiś punkt zaczepienia. Po krótkim pomyślunku i sprawdzeniu połączeń lotniczych, doszedłem do wniosku iż żal by było nie polecieć stamtąd gdzieś dalej, wszak to jedno z większych europejskich lotnisk.  Ten podrozdział jednakże przeznaczę na stolicę wielokulturowości.

IMG_5955
Amsterdam, Luty 2015, Canon EOS 60D + Canon EF 24-105L f4

Jeśli chodzi o architekturę Amsterdamu to zauważyłem bardzo wiele podobieństw do gdańskiej- myślę wręcz, że spora część dużych hanzeatyckich miast może wyglądać podobnie. Nie do końca jednak mi się podobała totalna samowolka rowerów i skuterów, które co i rusz próbują zaparkować w czyichś czterech literach i pieszych uważają za gorszy gatunek. W sumie się nie dziwię, że Holendrzy muszą dość często kanały oczyszczać z rowerów w nich zalegających, bo jako sfrustrowany pieszy na pewno bym niejeden tam dorzucił- pewnie razem z właścicielem 🙂

Amsterdam, Luty 2015, Canon EOS 60D + Canon EF 24-105L f4

Z rzeczy charakterystycznych dla Amsterdamu nie wolno zapominać o tłoku. Ludzka masa przemieszcza się ulicami dość sprawnie, co sprawia wrażenie, że ludzie wiedzą gdzie idą (ja nie wiedziałem, podczas samotnych podróży kieruję się.. w sumie niczym, idę gdzie nogi poniosą). Niemniej fanem takich tłumów nie jestem.

Pozytywy? Wszędzie są 🙂 Miasto wygląda na stosunkowo zadbane, pełne jest różnorodności a parki są bardzo rozległe i przyjemnie spokojne, co pozwala kilka chwil odpocząć od zgiełku który panuje w centrum.
Luty nie jest nazbyt turystycznym miesiącem, więc natrafiłem na wiele budów i rozkopów, psujących lekko krajobraz, ale tego się nie da uniknąć. Za to knajpki są świetne, bardzo klimatyczne i zwykle z bardzo przyjazną obsługą (poza włoską restauracją w której byłem, prowadzonej przez dwóch rodowitych włochów: Karima i Yussufa, którzy jakoś nazbyt mili nie byli a ciasto do pizzy miało prawdopodobnie domieszkę cementu). 🙂

Amsterdam, Luty 2015, Canon EOS 60D +Canon EF 24-105L f4

Co mi się najbardziej podobało w Amsterdamie? Może zabrzmi to brutalnie, ale było to lotnisko 🙂 Tak generalnie to fakt, że można z niego polecieć dokądkolwiek. Dokąd więc poleciałem? O tym już będzie kolejny wpis. Tymczasem na koniec jeszcze kilka zdjęć, bo przecież to o nie tutaj w głównej mierze chodzi 🙂

Amsterdam, Luty 2015, sprzęt ten sam.

Zdjęć może i niewiele jak na fakt, że byłem tam trzy dni, ale nie jest łatwo coś wybrać z katalogu w którym zdjęcia z samego Amsterdamu liczą się w setkach.
Kolejny wpis przy dobrych wiatrach powinien się pojawić już jutro 🙂

Reklamy

Autor

Piotr S

Just a guy taking pictures in more or less interesting places. // Fotopstrykacz pospolity z zamiłowaniem do odwiedzania miejsc bardziej lub mniej ciekawych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s