Rozdział szósty: Genewa

Ten rozdział będzie dość krótki, tak jak i mój pobyt w Genewie do której to pojechałem z cudnie pogodnej i rozbawionej Bazylei. U podnóża Mont Blanc leży piękne, jednakże pełne kontrastów miasto. Z jednej strony można się zanurzyć w gąszcz wąskich uliczek, gdzie może się wydawać iż zawsze jest pod górkę, z drugiej zaś centrum pełne jest nie zawsze urodziwych gmachów instytucji wśród których rzecz jasna prym wiodą banki, choć można tam znaleźć każdą ważniejszą organizację- to właśnie tu mieści się na przykład europejska siedziba ONZ.
IMG_6503_DxO2
Genewa, Luty 2015, Canon EOS 60D + Canon EF 24-105mm L na 65mm f/4, 1/3200s, ISO400

Wizyta w tym francuskojęzycznym mieście trwała zaledwie dzień i troszkę, niemniej im bardziej się do Genewy zbliżałem tym cięższe chmury nad nią nadciągały i koniec końców nim wysiadłem z pociągu deszcz już tam był.. i co gorsza nie poszedł sobie już aż do mojego wyjazdu, przez co z całego wyjazdu z tego właśnie miasta zdjęć mam najmniej, mimo iż swoją kilometrówkę po mieście wydreptałem.
Dlaczego twierdzę, ze Genewa jest mocno kontrastowa? W niektórych miastach zejście z głównej ulicy wiąże się z nagłą zmianą otaczającego świata, nagle architektura jest inna, poziom zadbania o nią, a często też i ludzie. Zwykle jest to niestety zmiana na gorsze, ale nie w Szwajcarii a już zwłaszcza nie w Genewie. Tu im dalej od głównych arterii tym ładniej, spokojniej, nagle znika pośpiech i cichnie cały zgiełk. Irytujący w miejskiej wrzawie deszcz staje się nagle do zniesienia- podejrzewam nawet, że wieczorową porą wydawać by się to mogło wręcz romantyczne.

Genewa, Luty 2015, Canon EOS 60D + EF 24-105 f/4 L

Fontanna robi wrażenie na żywo, miałem z resztą szczęście że działała, gdyż zakręcają kurek przy mocnym wietrze, co mnie wcale nie dziwi, bo stojąc dobre dwadzieścia metrów od niej nadal można zmoknąć (jeśli już się nie zmokło od deszczu na przykład).
Mimo najlepszych chęci nie potrafiłem jednak poczuć romantyzmu tego miasta i spora część zdjęć jest ponura jak mój humor w tamten zimny, deszczowy dzień. No i wszechobecny jasny piaskowiec (lub inny budulec, nie bardzo się na tym znam) – niesamowicie zadbany w większości przypadków – mocno się zlewał z szarym niebem, zaś na czarno-białych zdjęciach jest ciut mniej nużący w mojej skromnej opinii.

Genewa, Luty 2015, Canon EOS 60D + EF 24-105mm f/4 L

Czy pojechałbym tam jeszcze raz? Dobre pytanie. Gdybym miał zagwarantowaną dobrą pogodę i przyjemną temperaturę i minimum dwa dni na łażenie to bardzo chętnie. Póki co jest jeszcze zbyt wiele miejsc których nie widziałem, na powtórki i poprawki przyjdzie czas potem.

Na koniec jeszcze ciekawostka: Chodziłem po mieście prawie godzinę nim udało mi się znaleźć bankomat. Może się to wydawać nierealne, ale nie ma ich tam na każdym rogu 🙂

Żeby bardziej kolorowo zakończyć ten wątek to muszę się cofnąć do podróży przesadnie punktualną koleją szwajcarską, która oferuje bardzo ładne widoki. Gdy robiłem poniższe zdjęcie to jeszcze myślałem, że ta chmurka w oddali jest niegroźna i będę miał ładną pogodę w Genewie, pojęcia nie mając jak mocno mogę być w błędzie:
IMG_6418Genewa, Luty 2015, Canon EOS 60D + EF 24-105mm na 24mm, f/9, 1/640s ISO200

Gdy skończył się przeznaczony na Genewę czas, wsiadłem w samolot by polecieć w miejsce, które było zupełnie inne niż się spodziewałem. Ale o tym już w następnym wpisie.

 

Reklamy

Autor

Piotr S

Just a guy taking pictures in more or less interesting places. // Fotopstrykacz pospolity z zamiłowaniem do odwiedzania miejsc bardziej lub mniej ciekawych.

Jedna uwaga do wpisu “Rozdział szósty: Genewa”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s